Pociąg sunął przez noc z rytmicznym stukotem, a każdy wagon zdawał się oddychać własnym, leniwym rytmem. Anna poprawiła się na siedzeniu w przedziale, próbując skupić się na ekranie laptopa, ale jej myśli wciąż wracały do konferencji, którą właśnie opuściła – sukces, owacje, kieliszek szampana, który wypiła zbyt szybko. Czuła się jednocześnie wyczerpana i naładowana energią, jakby jej ciało i umysł nie mogły dojść do porozumienia.
Drzwi przedziału otworzyły się z cichym zgrzytem, a do środka wszedł mężczyzna, którego obecność natychmiast wypełniła przestrzeń. Był wysoki, ubrany w ciemny płaszcz, który wyglądał na drogi, ale noszony z nonszalancją, jakby nie zależało mu na wrażeniu, jakie robi. Włosy miał lekko rozwichrzone, a w spojrzeniu coś, co sprawiało, że Anna poczuła się, jakby została przyłapana na czymś, czego nie powinna robić.
– Wolne? – zapytał, wskazując miejsce naprzeciwko niej. Jego głos był niski, z lekką chrypką, jakby właśnie wrócił z zimnego powietrza na peronie.
– Tak – odpowiedziała, starając się, by jej ton brzmiał obojętnie, ale jej wzrok mimowolnie powędrował do jego dłoni, gdy zdejmował płaszcz. Palce miał długie, smukłe, z wyraźnymi żyłami, które poruszały się pod skórą, gdy rzucił płaszcz na półkę nad głową.
Usiadł, wyciągając książkę z kieszeni – starą, z pożółkłymi stronami, której tytuł Anna rozpoznała jako jedną z tych, które czytała na studiach, ale nigdy nie miała czasu wrócić. Spojrzał na nią znad okularów, które założył, a w jego oczach błysnęło coś, co mogło być ciekawością, a może lekką kpiną.
– Konferencja? – zapytał, wskazując brodą jej laptop, na którym wciąż widniały slajdy prezentacji.
– Skąd wiesz? – rzuciła, unosząc brew, choć w głębi duszy była zaintrygowana, że w ogóle zwrócił na to uwagę.
– Masz ten wyraz twarzy – powiedział, uśmiechając się kącikiem ust. – Połączenie triumfu i zmęczenia. I ten kieliszek wina, który trzymałaś w ręku na peronie, zanim wsiadłaś.
Anna poczuła, jak jej policzki robią się ciepłe, ale nie odwróciła wzroku. – A ty? Wyglądasz, jakbyś uciekał przed czymś. Albo do czegoś.
Jego uśmiech poszerzył się, ale nie odpowiedział od razu. Zamiast tego wyjął z kieszeni małą buteleczkę wina – jedną z tych, które sprzedają w wagonie restauracyjnym – i postawił ją na stoliku między nimi. – Może przed czymś uciekam. A może po prostu lubię nocne pociągi. Chcesz?
Zawahała się, ale coś w jego spojrzeniu – bezpośrednim, ale nie nachalnym – sprawiło, że skinęła głową. – Dlaczego nie?
Rozmowa płynęła zaskakująco lekko, choć każde zdanie wydawało się mieć podwójne dno. Dowiedziała się, że ma na imię Michał, że jest fotografem, który specjalizuje się w portretach ludzi w ruchu – w pociągach, na ulicach, w chwilach, gdy myślą, że nikt na nich nie patrzy. Opowiadał o tym z pasją, ale i z nutą ironii, jakby chciał, by wiedziała, że nie traktuje siebie zbyt poważnie. Ona z kolei opowiedziała o konferencji, o swojej pracy jako konsultantka kryzysowa, o tym, jak czasem czuje się, jakby gasiła pożary, których nie wznieciła.
Ich kolana niemal się dotykały pod stolikiem, a każdy ruch pociągu – każde delikatne szarpnięcie – sprawiał, że ich stopy muskały się przez ułamek sekundy, zanim któreś z nich nie cofnęło nogi. Anna czuła, że jej ciało reaguje na tę bliskość w sposób, którego nie mogła zignorować – ciepło rozlewało się po jej wnętrzu, a puls przyspieszał za każdym razem, gdy jego dłoń, gestykulując, zbliżała się do jej własnej, leżącej na stoliku.
– Robisz to specjalnie? – zapytała w końcu, unosząc brew, gdy jego palce po raz kolejny "przypadkowo" musnęły jej nadgarstek, wyjmując butelkę wina, by dolać jej do plastikowego kubka.
– Co takiego? – odpowiedział niewinnym tonem, ale w jego oczach błysnęło coś, co zdradzało, że doskonale wie, o czym mówi.
– Sprawiasz, że czuję się, jakbyś robił mi zdjęcia, nawet bez aparatu – rzuciła, a jej głos był teraz niższy, bardziej prowokujący, niż zamierzała.
Przechylił głowę, przyglądając się jej z intensywnością, która sprawiła, że jej oddech przyspieszył. – Może robię. Ale nie aparatem. Tylko tutaj – powiedział, dotykając skroni palcem. – I powiem ci, że jesteś fascynującym obiektem.
Anna zaśmiała się cicho, ale śmiech ten był bardziej zdenerwowany, niż chciała przyznać. – Obiektem? To brzmi… przedmiotowo.
– Nie – powiedział szybko, pochylając się bliżej, tak że mogła poczuć zapach jego wody kolońskiej – cytrusy i coś ziemistego, jak mokre drewno. – To brzmi jak wyzwanie. Bo widzę w tobie kogoś, kto nie pozwala się łatwo sfotografować. Kogoś, kto chowa więcej, niż pokazuje.
Jego słowa zawisły w powietrzu, a napięcie między nimi stało się niemal namacalne, jak drżenie powietrza przed burzą. Pociąg nagle zahamował, a światło w przedziale zamigotało, zanim zgasło na chwilę, zostawiając ich w półmroku, rozświetlonym tylko blaskiem księżyca wpadającym przez okno. Gdy światło wróciło, ich spojrzenia spotkały się, a Anna poczuła, że coś w niej pęka – bariera, którą tak starannie budowała przez lata.
– Jesteśmy na odludziu – powiedział cicho, wskazując za okno, gdzie rozciągały się pola i ciemne sylwetki drzew. – Awaria. Może potrwać godzinę. Albo dwie.
– I co proponujesz? – zapytała, a jej głos był teraz niemal szeptem, pełnym wyzwania, którego nie mogła powstrzymać.
Uśmiechnął się, a w jego oczach błysnęło coś, co sprawiło, że jej serce zabiło jeszcze szybciej. – Proponuję, żebyśmy wykorzystali ten czas. Ale nie tutaj.
Wysiedli z pociągu na opustoszałej stacji, gdzie jedynym dźwiękiem był szum wiatru i odległe pohukiwanie sowy. Stacja była mała, niemal zapomniana, z jedną ławką pod daszkiem i zamkniętym kioskiem, którego szyld trzeszczał na wietrze. Anna czuła chłód nocy na skórze, ale ciepło, które rozlewało się w jej wnętrzu, było silniejsze, podsycane każdym krokiem, który robiła u boku Michała. Szli w stronę małego budynku obok torów – starej przechowalni bagażu, której drzwi były uchylone, jakby zapraszały ich do środka.
W środku pachniało kurzem i drewnem, a jedyne światło pochodziło z latarni na zewnątrz, wpadające przez brudne okno w smugach. Michał zamknął drzwi za nimi, a dźwięk ten – cichy, ale ostateczny – sprawił, że jej oddech przyspieszył. Stali przez chwilę w milczeniu, patrząc na siebie, a napięcie, które budowało się przez całą podróż, osiągnęło punkt krytyczny.
– Jesteś pewna? – zapytał, a jego głos był teraz niższy, bardziej ochrypły, jakby walczył o kontrolę.
– A ty? – odpowiedziała, unosząc podbródek, a jej oczy błyszczały w półmroku, pełne wyzwania i pragnienia.
Nie odpowiedział słowami. Zamiast tego zrobił krok ku niej, a jego dłonie znalazły jej talię, przyciągając ją do siebie z pewnością, która sprawiła, że jej ciało zareagowało natychmiast – ciepłem, dreszczem, przyspieszonym pulsem. Jego usta znalazły jej własne, a pocałunek był głodny, intensywny, jakby chciał nadrobić każdy moment, który spędzili na rozmowie, zamiast na tym. Smakował winem i czymś jeszcze – czymś, co było tylko jego, co budziło w niej pragnienie, którego nie mogła zignorować.
Anna westchnęła cicho w jego usta, a ten dźwięk – mimowolny, niemal bezbronny – sprawił, że pocałunek stał się jeszcze głębszy. Jej dłonie powędrowały do jego torsu, czując ciepło jego skóry przez koszulę, a potem niżej, do paska jego spodni, gdzie zatrzymała się na chwilę, badając reakcję. Jego oddech przyspieszył, a dłonie zacisnęły się na jej biodrach, przyciągając ją jeszcze bliżej, tak że mogła poczuć, jak bardzo jej pragnie – twardość, która napierała na jej ciało przez materiał spodni, była dowodem, którego nie dało się zignorować.
– Tu? – wyszeptała, odrywając się od jego ust, a jej głos był teraz ochrypły, pełen mieszanki podniecenia i niedowierzania.
– Tu – odpowiedział, a jego dłoń powędrowała do jej szyi, muskając kark, zanim zsunęła się niżej, do guzików jej bluzki. Rozpinał je powoli, z niemal bolesną precyzją, a każdy odsłonięty fragment jej skóry – dekolt, obojczyk, brzuch – był natychmiast muskany jego ustami, ciepłymi i wilgotnymi, co wywoływało dreszcze, które rozchodziły się po jej ciele jak fala.
Gdy bluzka opadła na podłogę, jego dłonie znalazły jej piersi, wciąż ukryte pod koronką biustonosza. Palce musnęły materiał, a potem zsunęły ramiączka, odsłaniając skórę, która zapłonęła pod jego dotykiem. Pochylił się, a jego usta znalazły jeden z sutków, ciepłe i delikatne, ale jednocześnie pewne, ssąc go lekko, co sprawiło, że Anna westchnęła głośniej, niż zamierzała, a jej dłonie zacisnęły się na jego włosach, przyciągając go bliżej.
– Czekaj – wyszeptała, a on podniósł głowę, patrząc na nią z intensywnością, która sprawiła, że jej oddech uwiązł w gardle. Ale nie chciała go zatrzymać – chciała więcej, chciała przejąć kontrolę, choć na chwilę. Odepchnęła go delikatnie, tak że oparł się o ścianę, a potem uklękła przed nim, jej dłonie powędrowały do jego paska, rozpinając go z cichym brzękiem klamry.
Spojrzała na niego, a jego oczy – ciemne, pełne pragnienia – śledziły każdy jej ruch. Rozpięła guzik jego spodni, a potem zsunęła je razem z bokserkami, odsłaniając jego erekcję – twardą, pulsującą, gotową. Jej dłoń objęła go u podstawy, ciepłego i ciężkiego, a kciuk musnął czubek, gdzie kropla wilgoci zdradzała, jak bardzo jej pragnie. Michał westchnął cicho, a jego dłoń powędrowała do jej włosów, nie po to, by ją popędzać, ale by poczuć jej bliskość.
Anna pochyliła się, a jej usta musnęły go najpierw delikatnie, niemal drażniąco, smakując go – słony, ciepły, z nutą czegoś, co było tylko jego. Potem objęła go ustami, powoli, czując, jak jego ciało napina się pod jej dotykiem, jak jego oddech staje się coraz bardziej nierówny. Poruszała się rytmicznie, jej język tańczył wokół niego, drażniąc, ssąc, a każdy jego westchnienie, każdy cichy jęk, który wydobywał się z jego ust, był dla niej nagrodą, która podsycała jej własne podniecenie.
– Anna… – wyszeptał jej imię, a jego głos był teraz niemal błagalny, pełen napięcia, które zdradzało, że jest na krawędzi. Ale ona nie chciała, by to się kończyło – nie jeszcze. Podniosła się, a jej usta znalazły jego własne, dzieląc się smakiem, który wciąż czuła na języku.
Michał nie czekał. Jego dłonie powędrowały do jej spodni, rozpinając je szybko, niemal niecierpliwie, a potem zsunęły je razem z bielizną, odsłaniając ją całą. Pchnął ją delikatnie w stronę starego stołu w rogu pomieszczenia, a gdy usiadła na krawędzi, jego usta znalazły jej szyję, obojczyk, brzuch, zanim zsunęły się niżej, do miejsca, gdzie ciepło i wilgoć zdradzały, jak bardzo go pragnie.
Pochylił się, a jego oddech – gorący, nierówny – musnął jej uda, wywołując dreszcz, który przeszył ją od stóp do głów. Jego dłonie rozchyliły ją delikatnie, a potem jego usta znalazły jej łechtaczkę, ciepłe i wilgotne, ssąc ją lekko, drażniąc językiem, który poruszał się w powolnych, okrężnych ruchach. Anna westchnęła głośno, a jej dłonie zacisnęły się na krawędzi stołu, szukając oparcia, gdy fala przyjemności rozlewała się po jej ciele, gorąca i niepowstrzymana. Jego język był pewny, ale delikatny, badający każdy fragment jej ciała, a każdy jej jęk, każde drżenie, które wywoływał, sprawiało, że przyspieszał, ssąc mocniej, drażniąc szybciej, aż poczuła, że jest na krawędzi.
– Michał… – wyszeptała, a jej głos był teraz niemal błagalny, pełen napięcia, które zdradzało, że nie może już dłużej czekać. Podniósł głowę, a jego oczy – ciemne, pełne pragnienia – spotkały jej spojrzenie. Wstał, a jego dłonie powędrowały do jej bioder, przyciągając ją bliżej, tak że mogła poczuć jego erekcję – twardą, pulsującą, gotową – napierającą na jej ciało.
– Powiedz, że tego chcesz – wyszeptał, a jego głos był teraz ochrypły, pełen napięcia, które zdradzało, że walczy o kontrolę.
– Chcę – odpowiedziała, a słowo to wydostało się z jej ust jak westchnienie, jak przyznanie się do czegoś, co trzymała w sobie od chwili, gdy ich spojrzenia spotkały się w przedziale.
Nie czekał dłużej. Jego dłonie uniosły jej biodra, a potem wszedł w nią powoli, czując, jak jej ciało obejmuje go, gorące i wilgotne, jak idealnie do siebie pasują. Westchnął cicho, a jego oddech był gorący, nierówny, muskający jej szyję, gdy poruszał się w niej, najpierw powoli, badając jej reakcje, a potem coraz szybciej, głębiej, gdy jej westchnienia i jęki zdradzały, że chce więcej. Anna oplotła go nogami, przyciągając go bliżej, a jej dłonie wędrowały po jego plecach, czując, jak mięśnie napinają się pod jej dotykiem, jak jego ciało reaguje na każde jej drżenie.
Każdy ruch był jak fala, która unosiła ich coraz wyżej, a dźwięki – ich oddechy, westchnienia, szelest ubrań, skrzypienie starego stołu – wypełniały przestrzeń, tworząc symfonię, której nie chcieli kończyć. Czuła, jak napięcie w jej ciele rośnie, jak ciepło rozlewa się po jej wnętrzu, aż w końcu fala się załamała, a przyjemność eksplodowała w niej jak fajerwerki, gorąca i niepowstrzymana. Michał westchnął głośno, a jego ruchy stały się teraz szybsze, bardziej intensywne, aż w końcu doszedł, jego ciało napięło się, a oddech stał się jednym długim, ochrypłym westchnieniem.
Leżeli na stole, owinięci jego płaszczem, a ich oddechy powoli wracały do normy. Światło latarni rzucało cienie na ich twarze, a odgłosy nocy – szum wiatru, odległy stukot pociągu – dochodziły do nich jak z innego świata. Anna czuła się jednocześnie lekka i ciężka, jakby wszystkie emocje, które tłumiła przez lata, w końcu znalazły ujście, ale pozostawiły po sobie nową, nieznaną pustkę.
– Co teraz? – zapytała cicho, wpatrując się w sufit, gdzie cienie układały się w abstrakcyjne wzory.
Michał milczał przez chwilę, a potem odwrócił się na bok, opierając głowę na łokciu, by spojrzeć na nią. Jego dłoń powędrowała do jej włosów, delikatnie przeczesując pasma, jakby chciał zapamiętać ich fakturę.
– Nie wiem – przyznał. – Ale wiem, że chcę cię znowu zobaczyć. Nie tylko w pociągu.
Anna zamknęła oczy, czując, jak jego słowa osiadają w niej jak ciepły deszcz. Nie miała odpowiedzi – nie teraz, gdy jej umysł był wciąż zamglony emocjami, a ciało wciąż pamiętało jego dotyk. Ale wiedziała jedno – cokolwiek się stanie, to, co wydarzyło się tej nocy, nie było końcem, ale początkiem. Czegoś nowego, niepewnego, może nawet niebezpiecznego – ale prawdziwego.
– Może następnym razem – powiedziała cicho, otwierając oczy, by spojrzeć na niego – nie będziemy musieli wysiadać na odludziu.
Uśmiechnął się, a w jego oczach błysnęło coś, co mogło być nadzieją, wyzwaniem albo jednym i drugim. I choć nie wiedzieli, co przyniesie jutro, w tej chwili, wśród cieni starej przechowalni, to wystarczyło.
Komentarze (0)
Dodaj komentarz
W tej chwili nie ma jeszcze komentarzy do tego artykułu.