Dom na przedmieściach był niemal zbyt idealny – biała fasada, przeszklone tarasy, ogród zaprojektowany przez architekta krajobrazu, wszystko jak z katalogu. Dla Ewy, żony potentata finansowego, to miejsce było jednak bardziej klatką niż azylem. Jej mąż, Marek, spędzał większość czasu w delegacjach – Londyn, Dubaj, Nowy Jork – a gdy wracał, był zbyt zmęczony, by zauważyć, że jej uśmiech stał się maską, a jej ciało tęskniło za dotykiem, którego nie doświadczała od miesięcy. Ewa, lat 38, wciąż wyglądała olśniewająco – regularne wizyty u kosmetyczki, zajęcia jogi, drogie sukienki – ale w głębi duszy czuła się jak zapomniana ozdoba w tym perfekcyjnym domu.
Tego dnia czekała na majstra, którego znalazła przez ogłoszenie online. Jedna z półek w salonie, designerska, ale niepraktyczna, wymagała solidnego zamocowania. Marek obiecał się tym zająć, ale jak zwykle "coś wypadło". Ewa westchnęła, poprawiając ramiączko jedwabnej sukienki, która opinała jej ciało w sposób, który kiedyś przyciągał spojrzenia, a teraz wydawał się niemal bezsensowny. Spojrzała na zegarek – 14:00. Majster powinien być lada chwila.
Gdy usłyszała dzwonek do drzwi, jej serce z jakiegoś powodu zadrgało. Otworzyła drzwi i zobaczyła go – mężczyznę, który wyglądał jak przeciwieństwo wszystkiego, co znała. Był wysoki, barczysty, w spranych jeansach i białej koszulce, która opiniała jego mięśnie w sposób, który sprawił, że jej usta nagle zrobiły się suche. Miał ciemne włosy, nieco zmierzwione, i kilkudniowy zarost, który dodawał mu surowości. W rękach trzymał skrzynkę z narzędziami, a na jego ustach igrał lekki, niemal bezczelny uśmiech.
– Pani Ewa? – zapytał, a jego głos był niski, z lekkim akcentem, którego nie potrafiła zlokalizować. – Jestem Kuba. Przyjechałem zawiesić półkę.
– Tak, oczywiście, proszę wejść – odpowiedziała, starając się brzmieć profesjonalnie, choć jej wzrok mimowolnie przesunął się po jego ramionach, po dłoniach, które wyglądały na takie, co potrafią coś zrobić, naprawdę zrobić, a nie tylko podpisywać kontrakty.
Kuba wszedł do środka, rozglądając się po salonie z lekkim zdziwieniem. – Ładnie tu – rzucił, a w jego tonie było coś, co sprawiało, że Ewa poczuła się nagle oceniana, choć nie w negatywny sposób. – Gdzie ta półka?
– Tam – wskazała na ścianę naprzeciwko ogromnego okna, starając się skupić na zadaniu, a nie na tym, jak jego obecność wypełniała przestrzeń. Był taki… fizyczny. Każdy jego ruch, gdy otwierał skrzynkę z narzędziami, gdy wyciągał wiertarkę, był pewny, niemal hipnotyzujący. Ewa usiadła na kanapie, udając, że przegląda telefon, ale jej oczy co chwilę wracały do niego – do sposobu, w jaki jego mięśnie napinały się, gdy przykładał poziomicę do ściany, do kropli potu, która spłynęła po jego skroni, gdy wiercił otwory.
– Ciężko to zawiesić samemu – powiedział w pewnym momencie, odwracając się do niej. – Mogłaby pani potrzymać półkę, jak będę przykręcał śruby?
– Jasne – odpowiedziała, wstając zbyt szybko, co sprawiło, że jej sukienka podwinęła się lekko, odsłaniając udo. Zauważyła, że jego wzrok na chwilę zatrzymał się na jej nogach, a w jego oczach błysnęło coś, co sprawiło, że jej ciało zareagowało natychmiast – ciepło rozlało się w jej podbrzuszu, a oddech stał się płytszy.
Stanęła obok niego, trzymając półkę, którą jej podał. Byli tak blisko, że czuła zapach jego potu – nieperfumowanego, surowego, męskiego – i to wystarczyło, by jej ciało zaczęło działać wbrew jej woli. Jej sutki stwardniały pod cienkim materiałem sukienki, a wilgoć między jej udami stawała się coraz bardziej zauważalna. Wiedziała, że to szaleństwo, że to nie powinno się dziać, ale każdy przypadkowy dotyk – gdy jego palce musnęły jej dłoń, gdy jego ramię otarło się o jej bok – budził w niej dzikie instynkty, których nie potrafiła już ignorować.
– Trzyma pani mocno? – zapytał, a w jego głosie było coś, co brzmiało jak żart, ale jednocześnie jak wyzwanie. Spojrzał na nią, a jego oczy były ciemne, intensywne, jakby wiedział, co się z nią dzieje, jakby czuł to samo napięcie, które ją paliło.
– Tak – odpowiedziała, ale jej głos był cichszy, bardziej drżący, niż chciała. – A pan… dobrze wkręca?
Uśmiechnął się, a ten uśmiech był niemal bezczelny, jakby wiedział, że jej pytanie miało drugie dno. – Zawsze, pani Ewo. Zawsze.
W chwili, gdy ostatnia śruba została dokręcona, Ewa poczuła, że napięcie między nimi osiągnęło punkt krytyczny. Odstawiła półkę, którą wciąż trzymała, a jej dłonie drżały, choć nie z wysiłku. Kuba odłożył wiertarkę, wycierając dłonie o spodnie, i spojrzał na nią, nie odwracając wzroku. W jego oczach było coś dzikiego, coś, co sprawiało, że jej ciało reagowało wbrew jej woli – jej cipka pulsowała, a oddech stał się urywany, jakby każdy wdech był walką o kontrolę, której już nie miała.
– Gotowe – powiedział cicho, ale jego głos był jak iskra, która podpaliła lont. – Chyba, że… potrzebuje pani czegoś jeszcze.
Te słowa, tak proste, tak codzienne, w tym kontekście brzmiały jak zaproszenie, jak wyzwanie, którego nie mogła odrzucić. Ewa przełknęła ślinę, czując, jak jej ciało podejmuje decyzję, zanim jej umysł zdążył zaprotestować. Podeszła do niego, stając tak blisko, że czuła ciepło jego ciała, zapach jego potu, a jej dłonie mimowolnie wylądowały na jego klatce piersiowej, czując twardość jego mięśni pod cienką koszulką.
– Potrzebuję – wyszeptała, a jej głos był niski, pełen pragnienia, którego nie potrafiła już ukryć. – Potrzebuję ciebie, kurwa, teraz.
Kuba nie odpowiedział słowami – jego usta natychmiast znalazły jej usta, a pocałunek był głodny, brutalny, pełen tej samej żądzy, która paliła ją od środka. Jego język wdarł się do jej ust, eksplorując ją, dominując ją, a jego dłonie wylądowały na jej tyłku, ściskając go mocno, przyciągając ją tak blisko, że czuła twardość jego kutasa przez jeansy, ocierającą się o jej brzuch. Jęknęła głośno, nie dbając o to, czy ktoś mógłby ich usłyszeć, a ten dźwięk, tak pierwotny, tak niekontrolowany, sprawił, że Kuba warknął gardłowo, jak zwierzę, które właśnie znalazło swoją zdobycz.
– Cholera, jesteś taka napalona – mruknął, odrywając się od jej ust tylko na chwilę, by spojrzeć jej w oczy. Jego dłonie przesunęły się pod jej sukienkę, podciągając ją do góry, aż materiał zebrał się wokół jej bioder, odsłaniając jej czarne, koronkowe majtki. – Mokra jak kurwa, co? – powiedział, a jego palce wsunęły się pod materiał, rozchylając jej cipkę, badając ją z taką pewnością, jakby znał jej ciało na pamięć. Gdy jego kciuk znalazł jej łechtaczkę, zataczając na niej powolne, torturujące kręgi, Ewa jęknęła głośno, czując, jak jej ciało reaguje natychmiast – jej biodra poruszały się instynktownie, szukając więcej, więcej, więcej.
– Nie drażnij mnie, tylko rżnij – wysyczała, a jej słowa były jak wyzwanie, jak błaganie, którego nie mógł odrzucić. Kuba zaśmiał się krótko, ale było to śmiech pełen pożądania, a chwilę później usłyszała, jak odpina pasek, jak jeansy opadają na podłogę z cichym plaśnięciem.
Gdy poczuła czubek jego kutasa przy wejściu do swojej cipki, czas jakby zwolnił – każdy oddech, każdy ruch był intensywny, niemal bolesny w swojej precyzji. Kuba wszedł w nią jednym, mocnym pchnięciem, rozciągając ją, wypełniając ją tak całkowicie, że krzyknęła, wbijając paznokcie w jego ramiona. – O kurwa… – wyszeptał, a jego głos drżał, jakby sam walczył o kontrolę. – Jesteś taka ciasna, taka idealna…
Ewa nie mogła odpowiedzieć – jej oddech był urywany, a każde pchnięcie, każdy ruch jego bioder, sprawiało, że jej ciało falowało w rytmie, który był jednocześnie dziki i precyzyjny. Czuła, jak jej cipka zaciska się wokół niego, jak każdy jego ruch wysyła fale przyjemności prosto do jej mózgu, zalewając ją doznaniami, których nie potrafiła kontrolować. Kuba chwycił ją za biodra, unosząc ją lekko, aż jej nogi owinęły się wokół jego talii, a potem pchnął ją na ścianę, obok świeżo zawieszonej półki, która zaskrzypiała pod ich ciężarem. Drewno ocierało się o jej plecy, dodając bólu do przyjemności, a każdy jego ruch był głębszy, mocniejszy, niemal brutalny.
– Mocniej – wyszeptała, a jej głos był niemal błagalny, choć jednocześnie pełen władzy. Kuba nie potrzebował więcej zachęty – jego ruchy stały się szybsze, gwałtowniejsze, a każde pchnięcie wbijało ją w ścianę, sprawiając, że półka drżała, jakby miała się zawalić. Jego dłonie ściskały jej tyłek, kontrolując każdy ruch, a jego usta znalazły jej sutki, ssąc je przez materiał sukienki, gryząc delikatnie, aż krzyknęła, nie mogąc już powstrzymać fali, która narastała w jej ciele.
– Dojdź dla mnie, kurwa – powiedział, a jego głos był jak rozkaz, jak wyzwanie, które musiała przyjąć. Jego palce wróciły do jej łechtaczki, drażniąc ją w rytmie jego pchnięć, a ona poczuła, jak jej ciało przestaje jej słuchać, jak każdy mięsień napina się, jak ciepło w jej podbrzuszu eksploduje w fali orgazmu, która była tak intensywna, że niemal bolesna. Krzyknęła, zaciskając się wokół niego, a jej ciało drżało, jakby każdy nerw w jej ciele eksplodował jednocześnie.
Kuba nie zwolnił – jego ruchy stały się jeszcze bardziej gwałtowne, jakby jej orgazm tylko podsycał jego własny głód. – Kurwa, czuję, jak dochodzisz… – mruknął, a chwilę później jego oddech stał się urywany, jego ciało napięte, a ona poczuła, jak wylewa się w niej, gorący, pulsujący, wypełniając ją w sposób, który był jednocześnie intymny i dziki. Jęknął głośno, a jego ruchy zwolniły, aż w końcu znieruchomiał, wciąż w niej, wciąż trzymając ją blisko, jakby bał się, że to wszystko zniknie, jeśli ją puści.
Przez chwilę słychać było tylko ich oddechy, ciężkie, urywane, i cichy szum klimatyzacji w salonie. Ewa czuła, jak jej ciało wciąż drży, jak każdy mięsień w niej pulsuje, a ciepło jego skóry miesza się z chłodem ściany za jej plecami. Kuba odsunął się powoli, pomagając jej stanąć na nogach, choć jej kolana były jak z waty. Spojrzał na nią, a w jego oczach było coś nowego – mieszanka satysfakcji, czułości i czegoś, co wyglądało jak obawa.
– To… nie było w planie – powiedział cicho, a jego głos był teraz łagodniejszy, jakby burza, która nimi zawładnęła, ustąpiła miejsca spokojowi.
Ewa uśmiechnęła się słabo, wciąż oszołomiona, wciąż czując go w sobie, na sobie, wszędzie. – Czasem najlepsze rzeczy są poza planem – wyszeptała, a potem, nie mogąc się powstrzymać, poprawiła sukienkę, próbując odzyskać choć pozory kontroli.
Kuba zebrał swoje narzędzia, rzucając jej ostatnie, długie spojrzenie. – Gdyby coś jeszcze się poluzowało… – zaczął, a w jego głosie było coś, co sprawiało, że jej ciało znów zareagowało, mimo że powinno być już wyczerpane. – …dzwoń.
Gdy zamknął za sobą drzwi, Ewa usiadła na kanapie, wpatrując się w półkę, która teraz wyglądała, jakby była świadkiem czegoś więcej niż tylko remontu. Wiedziała, że to, co się wydarzyło, nie było końcem, a początkiem – czegoś zakazanego, czegoś dzikiego, czegoś, co mogło ją zniszczyć, ale jednocześnie sprawić, że znów poczuje się żywa.
Komentarze (1)
Dodaj komentarz
Ela